Quo vadis, Europo?


O społecznych uprzedzeniach wobec obcych i kryzysach: migracyjnym i wspólnotowym w kontekście przyszłości Unii Europejskiej. Rozmowa z Mariuszem Sulkowskim – dr. nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce

Z wrześniowego raportu CBOS-u na temat nastawienia Polaków do przyjmowania przez nasze państwo uchodźców wynika, że obecnie stosunek ten jest dalej krytyczny. Na przyjmowanie przez Polskę uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi nie zgadza się aż 58 procent respondentów, zaś aprobatę dla tego procesu deklaruje blisko 38 procent badanych, wśród których pozostały odsetek – 4 procent – wyraża ponadto zgodę na ich osiedlanie się w Polsce.

 
Bartłomiej Chlabicz
tekst powstał w ramach Akademii Młodego Dziennikarza

 

 

Bartłomiej Chlabicz: Uchodźca, czyli kto?
Dr Mariusz Sulkowski: Uchodźca to osoba, która wobec zagrożenia utratą życia zmuszona jest uciekać z własnego kraju, najczęściej ogarniętego wojną, do możliwie najbliższego miejsca, gdzie będzie czuć się bezpiecznie. Nie zawsze musi wiązać się to z przekraczaniem granic wielu państw.

 

Zgodnie z tą definicją, czy słowo „uchodźca” może wśród społeczeństwa budzić negatywne konotacje?
Może, jeżeli będziemy ów termin traktować instrumentalnie. Według Międzynarodowej Organizacji do Spraw Migracji, agendy ONZ, w 2015 roku do Niemiec przybyło 1,1 mln osób, które ubiegały się o azyl. Znacząca ich część – około pół miliona ludzi – to mieszkańcy Syrii, Iraku, Iranu i Afganistanu. Jednakże wśród ponad milionowej grupy azylantów znajdują się również dziesiątki tysięcy osób, które przybywają do Niemiec z obszarów Serbii, Kosowa czy Albanii. Wobec tego rodzi się pytanie, czy osoby, które uciekają z bombardowanego Aleppo, mają ten sam status – status uchodźcy – co imigranci, przyjeżdżający do Niemiec z Bałkanów.

 

A mają?
Wydaje mi się, że termin „uchodźca”, w przypadku osób ubiegających się o azyl w RFN, które pochodzą z terenów Serbii czy Albanii, jest traktowany instrumentalnie. Takich osób nie należy określać mianem uchodźców, a tym bardziej przyszłych azylantów. Samo słowo „uchodźca” powinno w nas budzić raczej chęć niesienia pomocy. Zdarzają się natomiast sytuacje, gdzie pod płaszczykiem uchodźców kryją się osoby, którym wcale nie zagraża utrata życia, natomiast przyświeca chęć poprawienia swojej sytuacji materialnej, co samo w sobie nie jest złe. Osoby te chciałyby mieć lepszą opiekę socjalną i zdobyć większe możliwości utrzymania – to jest normalne – ale nie nazywajmy ich uchodźcami, tylko imigrantami zarobkowymi. Odróżnijmy te dwie odrębne kategorie. Przecież miliony Polaków, rozsianych po całym świecie także zarobkuje, ale nie mają statusu uchodźcy, tylko właśnie imigranta zarobkowego.


Czy można zatem wysnuć wniosek, że niechęć blisko 60 proc. Polaków do przyjmowania przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu wynika z instrumentalnego definiowania słowa „uchodźca”?
Moim zdaniem tylko część z tych osób dostrzega faktyczną instrumentalizację kategorii uchodźcy. Drugą, znacznie ważniejszą kwestią, która sprawia, że Polacy są niechętni przyjmowaniu uchodźców, stanowi sposób, w jaki Komisja Europejska zamierza rozwiązać ten problem, a mianowicie – przez odgórne dyktowanie warunków. Jeżeli cała procedura ma opierać się na biurokratycznych decyzjach narzuconych Polsce bez uwzględniania kontekstu społeczno-kulturowego, to ja także jestem przeciwny takim rozwiązaniom.

 

Czym więc zastąpić odgórne zalecenia Komisji Europejskiej? Istnieje jakaś alternatywa dla rozstrzygania tego typu kwestii?
Osobiście uważam, że to w kompetencjach państw członkowskich powinno leżeć podejmowanie autonomicznych decyzji o tym, kogo, na jak długo i na jakich warunkach przyjąć, co zresztą jest zgodne z traktatem lizbońskim. Niedawno pojawił się pomysł Komisji Europejskiej zakładający, że za odmowę przyjęcia każdego uchodźcy należy karać państwo kwotą 250 tys. euro – takie działanie jest raczej formą szantażu, który nie ma nic wspólnego z pojęciem solidarności, tak chętnie szafowanym przez eurokratów.

 

Szantaż z samej definicji wyklucza solidarność, zatem postanowienia Komisji Europejskiej są pozbawione wspólnotowej solidarności?
Decyzje Komisji Europejskiej w sprawie uchodźców są – znowu – instrumentalizacją. Instrumentalizacją idei solidarności. Komisja nie wyraża żadnej solidarności, tylko usiłuje narzucić pewne rozwiązania prawno-polityczne. Moim zdaniem takiej próbie narzucenia Polacy powinni powiedzieć stanowcze „nie”. Co innego jest jednak sprzeciw wobec odgórnie ustanowionych rozwiązań Komisji Europejskiej, a co innego realna pomoc osobom potrzebującym.

 

No właśnie, jeśli pomagać, to w jaki sposób? I czy w ogóle pomagać? Fundamenty wiary chrześcijańskiej, na których zbudowane są europejskie wartości, jasno podpowiadają, aby nieść pomoc. Stosunek papieża Franciszka tylko to potwierdza. Skąd zatem ta sprzeczność? Z jednej strony wiara chrześcijańska, za którą stoją takie wartości jak chociażby miłosierdzie, a z drugiej strony jednak brak jednomyślności społeczeństw europejskich w kwestii przyjmowania uchodźców. Przecież „Błogosławieni, miłosierni!” – przywołując myśl przewodnią tegorocznych Światowych Dni Młodzieży.
Ludziom, których życie jest zagrożone, należy pomagać na tyle, na ile możemy. Chrześcijańskie zasady, w szczególności zasada subsydiarności, podpowiadają nam, że decyzja o niesieniu pomocy powinna być oddolna. Wówczas jest ona wyrazem europejskiej solidarności, jako akt człowieka wolnego, a nie jako skutek narzuconej decyzji administracyjnej z Brukseli. W Syrii prześladowane są setki tysięcy chrześcijan, których islamscy radykałowie mordują za wyznawanie wiary w Chrystusa. To właśnie oni, jako przedstawiciele odmiennego świata wartości, są największymi ofiarami wyznawców nieustannie ścierających się odłamów islamu – szyitów i sunnitów, którzy mogą liczyć na wsparcie ze strony religijnych pobratymców z Bliskiego Wschodu. Natomiast chrześcijanie znajdujący się pomiędzy tymi dwoma nurtami, na styku kultur opartych na religii islamu, skazani są niemal wyłącznie na siebie. Odpowiedź na pytanie, czy Europa powinna wesprzeć pozbawionych pomocy chrześcijan z Syrii, jest więc oczywista. Pomoc dla Syrii dociera – chociażby poprzez program Caritasu „Rodzina rodzinie”.
Brak jednomyślności Europejczyków w sprawie przyjmowania przybyszów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu wynika natomiast z trzech powodów. Po pierwsze, nie wszyscy imigranci przybywający w ostatnich latach do Europy są uchodźcami. Niemcy, w niezwykle chaotyczny sposób, przyjęli ponad milion imigrantów i do tej pory nie wiedzą, co dzieje się z ponad 140 tys. osób, które nie zostały nigdzie zarejestrowane. Oznacza to, że teoretycznie jakiś odsetek może być w pewien sposób powiązany z terrorystami. Ba! Nawet osoby, które zostały zarejestrowane, mogą być związane z Państwem Islamskim. Mieliśmy przecież latem tego roku serię zamachów terrorystycznych w Niemczech, dokonanych także przez osoby ubiegające się o azyl – chociażby w Ansbach. Nieprzemyślane działania przysparzają więcej kłopotów niż pożytku. Po drugie, wśród społeczeństw europejskich, szczególnie wśród Polaków i państw Europy Środkowo-Wschodniej, panuje powszechna niezgoda na rozwiązania centralistyczne, a nie oddolne. Trzeci powód wynika z pewnego poziomu ksenofobii. Nie wiem, jaka jest jej skala, ale wydaje mi się, że w świadomości społecznej jest raczej przerysowana i niepotrzebnie poświęcamy temu zagadnieniu zbyt wiele uwagi. Rozdmuchujemy pogląd, że Polacy są ksenofobiczni.

 

A są?
Moim zdaniem nie, choć prawdą jest, że pewien procent Polaków faktycznie przejawia postawy ksenofobiczne, ale nie przekracza on poziomu ksenofobii w innych państwach członkowskich Unii Europejskiej. Widzimy, co się obecnie dzieje w Niemczech. W 2013 roku zanotowano 69 ataków na ośrodki dla uchodźców, zaś obecnie jest ich już ponad 1000. Ten radykalny skok stanowi wyraz niemieckiego sprzeciwu wobec odgórnych regulacji i wyraźnie ma podłoże ksenofobiczne, ponieważ podpalenie czyjegokolwiek domu – choćby tymczasowego – nie jest żadnym rozwiązaniem.

 

Czy ksenofobia, o której Pan wspomina, nie wynika także z dosyć gwałtownych posunięć rządzących państw europejskich? Mam tu na myśli na przykład wdrożenie zakazu noszenia burek w miejscach publicznych we Francji. Władze poszczególnych państw oczywiście mają pełne prawo ustanawiać warunki współżycia społecznego i w tej dziedzinie dysponują ogromnym marginesem działania, natomiast czy ta porywczość, przy obecnej napiętej sytuacji, nie przyczynia się do radykalizacji nastrojów obu stron?
Zgadzam się w kwestii impulsywnych działań poszczególnych państw, choć mają one różny ciężar gatunkowy. Moim zdaniem sztandarowym przykładem gwałtownego posunięcia była decyzja kanclerz Angeli Merkel o całkowitym otwarciu granic i wpuszczeniu, zaledwie w ciągu roku, 1,1 mln osób. Takie decyzje są pożywką dla radykalizacji nastrojów i wzrostu ksenofobicznych zachowań. Ruchy neonazistowskie, których lata świetności wydawały się już przeszłością, teraz nagle zdobywają coraz większe poparcie – jest to skutek decyzji kanclerz Merkel.
Jeśli chodzi o sam zakaz noszenia burki w miejscach publicznych, to jest on uzasadniony. Zakrywanie twarzy przez kobiety pozostaje w sprzeczności z kulturą europejską i godnością kobiety. Nie widzę powodów, dla których mielibyśmy to tolerować. Co innego natomiast jeśli chodzi o hidżab, a więc chustę zarzuconą na włosy, która chociaż także stanowi symbol religijny, to nie uwłacza godności kobiety. Choć pomijając wszystko, tego typu zakazy nie rozwiążą żadnego z problemów obecnie nękających Europę.

 

Jakie działania powinny więc podjąć państwa europejskie w obliczu nękających Europę problemów wspólnotowych?
Europa przede wszystkim powinna przestać siać chaos. Unia Europejska włącza się w wojnę w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, jawnie wspierając tzw. ruchy opozycyjne, które w znacznej mierze są proislamskie. Przez swoją błędną dyplomację jeszcze bardziej podsyca istniejące konflikty. Władze UE nie powinny katalizować istniejących problemów, tylko skoncentrować się na pomocy ofiarom wojen.

 

W jaki sposób zatem pomagać ludziom uciekającym przed okrucieństwem wojny?
Zamiast opierać się na centralistycznych decyzjach z UE, można pomyśleć nad pomocą oddolną. Przykładowo w Polsce jest ok. 10 tys. parafii. Rząd polski, wspólnie z Kościołem, mógłby na przykład zorganizować akcję sprowadzania do parafii chrześcijańskich rodzin potrzebujących wsparcia.

 

O podobnym rozwiązaniu mówił właśnie papież Franciszek.
Tak. Uważam, że to najrozsądniejsze z możliwych rozwiązań – nie odgórnie, tylko oddolnie – to jest esencja prawdziwej demokracji. Niech parafianie zastanowią się, czy stać ich na zrealizowanie takiej koncepcji zarówno materialnie, jak i duchowo. Przeciętna rodzina z Bliskiego Wschodu liczy 6 osób. Do statystycznej parafii w Polsce przynależy kilka tysięcy wiernych. Jeśli tylko co szósta wspólnota parafialna przyjęłaby jedną chrześcijańską rodzinę z Bliskiego Wschodu, to skutki takiej pomocy odczułoby więcej osób niż przewidywały to plany Komisji Europejskiej. W Polakach występuje też taka skłonność, że im bardziej coś jest nam narzucane, z tym większym spotyka się oporem. Wynika to z naszej historii – 123 lata zaborów zrobiło swoje, a do tego dochodzą lata komunizmu.

 

Europejskie mocarstwa, które podsycają konflikty, de facto nie mogą dojść do porozumienia i znajdują się w pewnego rodzaju impasie. Czy w obecnej sytuacji możliwe jest więc znalezienie dobrego rozwiązania dla Syrii?
Impas to mało powiedziane. Mamy do czynienia wręcz z przykładem greckiej tragedii – trudno doszukać się rozwiązania, które byłoby dobre. Z pewnością jednak pierwszym krokiem do osiągnięcia dobrego rozwiązania dla Syrii jest odstąpienie przez wielkie imperia od konfliktu na Bliskim Wschodzie – zarówno Stanów Zjednoczonych, Rosji, jak i Unii Europejskiej. Powszechnie wiadomo, że administracja Baracka Obamy finansowo wspierała tzw. opozycję demokratyczną, która w praktyce często okazywała się być kontrolowana przez islamskich fundamentalistów. W kampanii wyborczej Donald Trump obiecywał, że odstąpi od tego typu działań – jest więc nadzieja. Niestety, to właśnie rządy, mającego krew na rękach, Baszszara al-Asada są obecnie jedynym gwarantem względnego pokoju w Syrii. Kiedy rządził Asad, chrześcijanie nie byli prześladowani, a nikomu nie przeszkadzało, że z meczetem sąsiadował kościół. Od czasu wybuchu tzw. arabskiej wiosny cały ten region pogrążony jest w chaosie. UE naiwnie przyjęła, że w miejsce obalanych reżimów – tak jak to się działo w czasie jesieni ludów w Europie Środkowo-Wschodniej – pojawi się demokracja. Czas jednak pokazał, że władzę zaczęli przejmować muzułmańscy fundamentaliści.

 

W ostatnim czasie nasila się eurosceptycyzm. Mam tu na myśli Brexit czy postawę rządu Viktora Orbana. Zresztą w opinii wielu publicystów Unia pogrążona jest w kryzysie wspólnotowym. Czy w niedalekiej przyszłości czeka nas europejska anomia?
Sądzę – i obym się mylił – że w niedalekiej przyszłości niektórym państwom UE grozi pełzająca wojna domowa między skrajną prawicą a radykalnym islamem. Z jednej strony nastąpi znaczna radykalizacja środowisk pseudoprawicowych – jawnie antyislamskich, zaś z drugiej – radykalizacja środowisk proislamskich. Sądzę, że zamachów terrorystycznych będzie coraz więcej, a to z kolei generować będzie równie krwawą reakcję. Już 2,5 tys. lat temu Tukidydes w „Wojnie peloponeskiej” zauważył, że najgorszą z wojen jest wojna domowa, która od wewnątrz rozrywa wspólnotę polityczną. Obecnie to zagrożenie niestety jest dla Europy Zachodniej bardzo realne. Obym się w swych przewidywaniach mylił, ale rzeczywistość ma to do siebie, że im bardziej chcemy ją zaklinać słowami, tym bardziej daje o sobie znać. Przez ostatnie dekady Europa Zachodnia zupełnie bezkrytycznie podchodziła do modelu wielokulturowości opartego na relatywizmie aksjologicznym, natomiast coraz bardziej jasne staje się, że tego typu założenie było po prostu błędne. Jak wysoka będzie cena tego błędu, niebawem się dowiemy.

                                rozmawiał Bartłomiej Chlabicz

 

 

Autor:

bchlabicz

Teksty stworzone przez uczestników w trakcie Akademii Młodego Dziennikarza na temat kryzysu migracyjnego

Burza XXI wieku

Paulina Gajewska, Joanna Wojciechowska

Są granice, których przekroczenie może wiele nas kosztować. Jednak czy nie warto zaryzykować? Czy żądam od życia zbyt wiele?

Czytaj więcej

A tam giną… wieloletni przyjaciele

Magdalena Oskiera, Bartłomiej Matusik

Nietypowy, jesienny dzień. Pada pierwszy śnieg. Donald Trump wygrywa wybory na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki i cały świat zastanawia się, jak wpłynie to na naszą przyszłość, a my całą grupą...

Czytaj więcej

W świecie „Polityki”

Paulina Gajewska, Joanna Wojciechowska

 Środek tygodnia. Wstałam rano i w ogromnych męczarniach przesiedziałam kilka godzin w szkole. Potem wsiadłam w tramwaj i odbyłam podróż.

Czytaj więcej

Sto dni grozy

Dominik Bielski

Wyreżyserowany przez Terry’ego George’a film pt. „Hotel Ruanda” to wspaniałe połączenie scenariusza opartego na faktach, znanej obsady i wiarygodnej gry aktorskiej. Film opowiada historię Paula Rusesabagina (Don Cheadle), właściciela czterogwiazdkowego...

Czytaj więcej

„Oni zadają nam swoje pytania, bez słów...”

Magdalena Oskiera

Można ją okrążyć piechotą w jeden dzień. Lampedusa - mała włoska wyspa, należąca administracyjnie do Sycylii, gdzie „pomosty wyciągają ręce do morza jak matka”, a morze wyrzuca na brzeg listy...

Czytaj więcej

Recenzja filmu „Niewidoczni” Ludzie-duchy

Bartłomiej Matusik

„Jesteśmy niewidoczni. Prowadzimy wasze taksówki, sprzątamy wasze pokoje”. Autorem tych mocnych słów jest Okwe – jeden z głównych bohaterów filmu Stephena Frearsa pt. „Niewidoczni”. W ten niekonwencjonalny sposób określa, jak...

Czytaj więcej

GAZETA LUDOWA Świętujemy 10. rocznicę zamknięcia granic!

Kacper Całka

Dziś mija dokładnie 10 lat, od kiedy zostały zamknięte polskie granice. Ten dość kontrowersyjny w owych czasach krok przyniósł niesamowite efekty. Wróćmy jednak pamięcią do wiekopomnych wydarzeń z grudnia 2020...

Czytaj więcej

Polska wobec uchodźców: Społeczeństwo podzielone Między empatią a strachem

Zuzanna Mietlińska, Kacper Całka, Wiktoria Jędrasek

Dyskusja o tym, czy i jak pomagać uchodźcom z Bilskiego Wschodu i Afryki rozpala emocje Polaków. Chęć chrześcijańskiej postawy miesza się w niej ze strachem i obawą przed nieznanym. Swoją...

Czytaj więcej

Jak zbudowaliśmy sobie mury samodestrukcji

Weronika Maciejak

Czy kiedykolwiek ktoś zastanawiał się, co będzie dalej? Jakie będą skutki pochopnych decyzji? Czy za kilkanaście lat czeka nas jakaś przyszłość, czy może znikniemy z pamięci  mieszkańców Europy? Zastanówmy się:...

Czytaj więcej

Jestem barbarus. Barbarzyńca

Filip Świtaj

Szkolenie menedżerskie pod Frankfurtem nad Menem. W salce dwoje Polaków i dziesięciu Niemców. Kulturalny, bardzo szczupły, wysoki. Brązowe oczy, oliwkowa, smagła cera. Gęste, kręcone włosy, bijące bielą, jak perły, zęby...

Czytaj więcej

Recenzja filmu „Imigrantka” W poszukiwaniu lepszego życia

Bartosz Zbrowski

Jeżeli spodziewacie się opowieści o przeżyciach imigrantów, przebywających trudną podróż za Ocean w poszukiwaniu lepszego życia, to melodramat Jamesa Graya może was rozczarować. „Imigrantka” jest jednak czymś więcej niż zwykłą...

Czytaj więcej

Europa 2030 Fikcja unifikacji

Zuzanna Mietlińska

Wiersz Zuzanny Mietlińskiej

Czytaj więcej

Europa 2030 Między upadkiem a rajem

Antoni Wiatrowski

Wychodzę z domu przy alei Niepodległości 126 i widzę kościół katolicki, a naprzeciw meczet. Kupuję sobie kanapkę w sklepie prowadzonym przez Syryjczyka. Jadę autobusem, obok mnie siedzą Żyd i Wietnamczyk.

Czytaj więcej

Zaginione światło w tunelu

Klaudia Błachnio

Europa stała się w ostatnich latach nie tylko miejscem rozwiniętej cywilizacji, ale też obiektem nadziei dla osób, które szukają azylu. Ogromna fala uchodźców spotkała się jednak z wieloma przeciwnościami. Europejczycy...

Czytaj więcej

Co dalej z uchodźcami z Calais? Życie po „Dżungli”

Dominika Nylec

„Nie chcemy wsiadać do autokaru, chcemy tylko jechać do Anglii. Do Anglii, nie do Francji” – mówił nastolatek z Afganistanu. Co zrobią państwo francuskie i Wielka Brytania po rozwiązaniu obozu...

Czytaj więcej

Quo vadis, Europo?

Bartłomiej Chlabicz

O społecznych uprzedzeniach wobec obcych i kryzysach: migracyjnym i wspólnotowym w kontekście przyszłości Unii Europejskiej. Rozmowa z Mariuszem Sulkowskim – dr. nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce

Czytaj więcej






Aktualności w Akademii Młodego Dziennikarza

Spotkanie z Darią Mejnartowicz

27-11-2018

Uczestnicy Akademii dowiedzieli się u źródła jak połączyć życie codzienne z intensywną praca społeczną.

Czytaj więcej

Akademia z wizytą w telewizji

26-11-2018

Akademia Młodego Dziennikarza wyruszyła do Telewizji Polskiej

Czytaj więcej

Drugi weekend warsztatowy

20-11-2018

Podsumowanie weekendu w Akademii Młodego Dziennikarza.

Czytaj więcej

Nowości w Akademii Młodego Dziennikarza

14-11-2018

Sprawdźmy, co słychać na warsztatach dla młodych dziennikarzy.

Czytaj więcej

Akademia w TOK FM

17-10-2018

Uczestnicy przygotowywali wywiady radiowe.

Czytaj więcej

Kolejna Akademia wystartowała!

15-10-2018

Trzecia edycja Akademii Młodego Dziennikarza pod hasłem "Patriotyzm w 2.0” " właśnie się rozpoczęła.

Czytaj więcej

Akademia Młodego Dziennikarza 2018 zapra…

03-09-2018

Rusza kolejna edycja Akademii. Dołącz do uczestników!

Czytaj więcej

Finał Akademii Młodego Dziennikarza!

11-12-2017

Zobacz jak przebiegały ostatnie, redakcyjne prace i przeczytaj gazetę naszych absolwentów!

Czytaj więcej