Relacja z wizyty w tygodniku „Polityka”


W świecie „Polityki”

 
Środek tygodnia. Wstałam rano i w ogromnych męczarniach przesiedziałam kilka godzin w szkole. Potem wsiadłam w tramwaj i odbyłam podróż.

Paulina Gajewska, Joanna Wojciechowska
tekst powstał w ramach Akademii Młodego Dziennikarza



Znajduję się przed redakcją „Polityki”. Jestem pierwsza, po chwili zaczęły przychodzić kolejne osoby, rozmawiamy. Wchodzę do środka wielopiętrowego budynku, czuję zapach papieru i słyszę… Właściwie to nic nie słyszę… Kompletna cisza! Całą grupę przywitały dwie panie. Miłe i sympatyczne, jako dziennikarki pracują od lat, jedna z nich napisała własną książkę pt. „Król Kebabów”.

Weszliśmy na ostatnie piętro, usiedliśmy przy okrągłym stole. To wyjątkowe uczucie usiąść przy takim stole. Zapoznaliśmy się z pracą dziennikarza od kuchni. Na początku tygodnia, czyli w poniedziałek o godzinie 12.00, jest zebranie dziennikarzy. Dyskutują o propozycjach na nowe tematy oraz omawiają plan numeru. Wtorek, dla niektórych, to najlepszy dzień w tygodniu. Zostają rozdawane nagrody redakcyjne za najciekawszy artykuł. Oczywiście jest również porównanie z konkurencją, w tym przypadku głównie z „Newsweekiem”. Ta praca jest cudowna dla osób takich jak ja – domatorów. Artykuły można pisać, leżąc na kanapie w domu. Ale z drugiej „Polityka” jest tygodnikiem… Nie wiem, czy parę dni na napisanie artykułu to dla mnie wystarczająco, lubię przecież rozważać swoje teksty. Muszę jednak przyznać, że atmosfera panująca w redakcji była świetna: wszyscy się znali, uśmiechali się do siebie, a przede wszystkim wykazywali wielką chęć i zaangażowanie w tym, co robią.

Budynek, w którym znajduje się redakcja, jest naprawdę imponujący. Nie ma się co dziwić – mieści w sobie aż 21 działów, sale konferencyjną, dyrektorski gabinet, sale do spotkań, sale multimedialną, mini studio fotograficzne, bufet… Gabinet redaktora naczelnego to moim zdaniem serce redakcji, jest tam wyjątkowy klimat, dużo książek, kanapa, stolik, potężne drewniane biurko… Śmiało możemy zazdrościć panu Baczyńskiemu takiego miejsca pracy. Kiedy z grupą powiedzieliśmy, że w przyszłości chcemy zajmować się dziennikarstwem, on oznajmij z uśmiechem, że nam współczuje. Oczywiście odebraliśmy to pozytywnie. Naczelny poradził nam, abyśmy poszukali autorytetów, w których wierzymy i w przyszłości za nimi podążali. Ciekawa rada, którą na pewno zapamiętam.

Tygodnik jest otwarty na zewnętrzne teksty, nawet mniej doświadczonych autorów. Jeśli temat jest ciekawy, dobrze napisany, to zostaje opublikowany w gazecie. „Polityka” stawia również na nagrody naukowo-kulturowe. „Paszporty” to nagroda dla młodych, dobrze zapowiadających się twórców kultury oraz literatury, którzy już osiągnęli jakiś sukces.

Najważniejsza rzecz, którą dała mi wizyta w „Polityce”? Teraz już wiem, że praca tam wygląda zupełnie inaczej niż w amerykańskich filmach. Panuje spokój i harmonia. Jednak nasuwa się pytanie: czy odnalazłabym się w takiej redakcji?

 

Autorki:

wojciechowskaj1 gajewskap