Polska wobec uchodźców: Społeczeństwo podzielone

 

Między empatią a strachem

 

 

Dyskusja o tym, czy i jak pomagać uchodźcom z Bilskiego Wschodu i Afryki rozpala emocje Polaków. Chęć chrześcijańskiej postawy miesza się w niej ze strachem i obawą przed nieznanym. Swoją oceną problemu dzielą się z nami osoby publiczne oraz zwykli warszawiacy.

 

Zuzanna Mietlińska, Kacper Całka, Wiktoria Jędrasek
tekst powstał w ramach Akademii Młodego Dziennikarza


Uchodźcy. Temat, który porusza i rozgrzewa do czerwoności nawet najbardziej flegmatycznych obserwatorów europejskiej sceny politycznej. Od wielu miesięcy także w naszym kraju toczy się zagorzała dyskusja dotycząca postępowania z tą przybierającą na sile falą ludzi. Powodem jest głównie skala zjawiska – tylko w roku 2015 do strefy Schengen dostało się ponad 800 tysięcy ludzi. W obliczu wyzwania, jakim jest rozlokowanie i przydzielenie ewentualnej pomocy takim osobom, państwa Unii przyjęły dwa stanowiska. Pierwsze z nich możemy określić jako sceptyczne – kraje te, w tym Polska, odmówiły przyznania azylu przybywającym do Europy uchodźcom. Jednak zdecydowana większość państw Zachodu zdecydowała się na przyjęcie imigrantów z terenów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Postanowiliśmy sprawdzić, czy stanowisko reprezentantów polskiego życia publicznego – konkretnie jego centrum oraz lewej strony – dotyczące sporu toczącego się na wszystkich szczeblach drabiny politycznej pokrywa się z opinią Polaków „zaczepianych” w okolicach warszawskiego Śródmieścia.

„Z głównego nurtu na margines”

O zabranie głosu wobec napływającej do Europy fali uchodźców zapytaliśmy Marka Krząkałę – posła PO, tłumacza i samorządowca. Podczas rozmowy przedstawił on logiczną wizję do tego, jak my, jako społeczeństwo, powinniśmy zachować się wobec tego palącego, wydawałoby się nierozwiązywalnego, problemu. Podczas rozmowy Krząkała nakreślił dość pesymistyczny obraz kondycji polskiej polityki – jako „nieczułej, głuchej na rzeczowe, wyważone argumenty”. – Decyzja o nieprzyjęciu uchodźców była decyzją krótkowzroczną i nieodpowiedzialną. Staliśmy się poniekąd marginesem Unii, krajem wytykanym palcami – przekonuje polityk. W jego ocenie skutki takiego postępowania mogą się okazać dla naszego kraju wręcz nieodwracalne. – Nastąpi spadek zaufania do Polski, jako kraju będącego niewiarygodnym partnerem dla państw Zachodu – obawia się Krząkała.

Jaka jest zatem geneza takiego stanu rzeczy? Krząkała wyróżnia tu dwa czynniki. Pierwszym z nich jest zwrócenie uwagi na poziom dyskusji na temat uchodźców. Jak podkreśla, brak w niej konkretnych rozwiązań, a przede wszystkim trafnych argumentów pochodzących z obu stron politycznej barykady. – Politycy oraz ludzie kultury dali się ponieść niepotrzebnym emocjom, przesłaniającym im rzeczywisty obraz, jak również skalę tragedii, którą dotknięci są imigranci – uważa poseł PO.

Kluczową rolę w rozstrzygnięciu owego sporu miałby odegrać Kościół Katolicki, który za sprawą autorytetu, jakim cieszy się wśród parafian, mógłby przypomnieć Polakom o postawie chrześcijańskiej. Zdaniem Krząkały niechęć wobec obcych, niechęć wobec bliźniego, ma swą genezę m.in. w „wypaczanej przez lata formie naszej religii – narodowego katolicyzmu”, o korzeniach – cytat – „ksenofobicznych i rasistowskich”.

Drugim czynnikiem wpływającym na postawę polskiego państwa, a w konsekwencji także Unii wobec naszego kraju, jest rażący brak solidarności. „Zatrutym owocem” tejże postawy miałoby być według posła stopniowe odcinanie się od polityki głównego nurtu Unii na rzecz politycznego marginesu. – Obecna władza upodobała sobie postać Kalego – o budzącym zastrzeżenia kręgosłupie moralnym, zbudowanym na chęci pozyskania dla siebie jak największej ilości dóbr, w tym kontekście dotacji unijnych – mówi Marek Krząkała. Ubolewa on również, że słysząc o „tysiącach, a nawet milionach przybyszów z Bliskiego Wschodu, umywamy ręce i staramy się za wszelką cenę odciąć od tego zjawiska”. Ten błąd, zdaniem polityka, dyskwalifikuje nas w wielu oczach unijnych przywódców.

Czy mimo wszystko Marek Krząkała przekreśla szanse naszego kraju na drodze do porozumienia w sprawie uchodźców? Niekoniecznie. Wierzy on, że przy odrobinie szczęścia „otrząśniemy się z moralnego zastoju”, przede wszystkim na drodze pogłębionej edukacji. To właśnie ją Krząkała wynosi na piedestał i prezentuje jako doskonałe wyjście z sytuacji. W jego ocenie, edukując społeczeństwo, docieramy do zakamarków duszy dotąd niezbadanych. Zrzucamy wówczas z siebie balast strachu i uprzedzeń, dostrzegając, że inność i różnorodność jest nie tylko naturalna, ale również pożądana.

Usprawiedliwiany egoizm

Kolejnym naszym rozmówcą był Jacek Żakowski, dziennikarz i publicysta „Polityki”, który odwołał się m.in. do słów papieża Franciszka wypowiedzianych w Krakowie podczas Światowych Dni Młodzieży. Słowa te nawoływały do solidarności i współczucia ludziom uciekającym od wojen i głodu oraz nawoływały do bezpośredniej gotowości niesienia pomocy ofiarom. Żakowski mówił o tym, że każdy z nas mógłby przyjąć jedną rodzinę lub chociażby jedną osobę. Albo mógłby wspomóc uchodźców w inny sposób, ale ze względu na „monokulturowość naszego państwa oraz sprawowanie władzy przez niechrześcijańskich polityków charakteryzujących się hipokryzją i pogańskim cynizmem”, nie jest to możliwe. – Jesteśmy państwem, które usprawiedliwia swój egoizm dla potrzeb własnych. Tymczasem świat cywilizowany cechuje się chrześcijańską postawą – twierdzi Żakowski.

Dziennikarz wspominał też wielokrotnie, że decyzja podjęta przez polski rząd wpłynie negatywnie na sytuację naszego kraju na arenie międzynarodowej, ponieważ stracimy swoich sojuszników, a nasze problemy nie będą dla nich priorytetem. Podsumowując wypowiedź, odniósł się do polskiej postawy, która staje się coraz bardziej „krótkookresowa i pozbawiona strategii politycznej”. Nie obwinił za to wyłącznie obecnego rządu, ale zaznaczył, że sytuacja pogorszyła się znacząco wraz z działalnością polityków PiS-u.

Warszawiacy bez konsensusu

W celu poznania opinii zwykłych Polaków i skonfrontowania jej z wypowiedziami osób publicznych wyruszyliśmy na warszawskie Śródmieście. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, opinie dotyczące kryzysu migracyjnego były podzielone, zdawały się również nie posiadać żadnego konsensusu. W rozmowie z nami wielu warszawiaków mówiło o strachu przed uchodźcami, o niepewności i zagrożeniach, jakie mogą się z nimi wiązać. Wskazywali oni na liczne ataki terrorystyczne, w wyniku których zginęło wielu niewinnych obywateli Europy. Niektórzy z nich obawiali się również przestępstw na tle seksualnym, w tym gwałtów, będących według nich m.in. skutkiem dzielących nas różnic kulturowych. W ocenie dużej części ankietowanych uchodźcy nie byliby w stanie w pełni się zasymilować ani przystosować do praw obowiązujących w naszym kraju.

Co ciekawe, spora część przechodniów opowiedziała się jednak po drugiej stronie barykady, a ich poglądy pokrywały się w znacznym stopniu z liberalnym podejściem do sprawy Marka Krząkały i Jacka Żakowskiego. Ta grupa osób odwoływała się często do człowieczej powinności czy ludzkiego aspektu kryzysu migracyjnego, objawiającego się poczuciem moralnego obowiązku niesienia pomocy bliźniemu, bez względu na jego pochodzenie czy wyznawaną wiarę. W ich ocenie wszyscy jesteśmy sobie równi, dlatego powinniśmy wyzbyć się wszelkich uprzedzeń wobec siebie i ruszyć z pomocą tym, którzy jej najbardziej potrzebują. Nasi rozmówcy zauważyli też pewną ciągłość historyczną, według której niegdyś i my byliśmy w potrzebie. Z tego też powodu, według ankietowanych, nieprzyjęcie do Polski uchodźców byłoby w pewnym sensie naszą wspólną, moralną klęską.


 

Oto przykładowe odpowiedzi, jakich udzielili nam w listopadzie 2016 r. warszawiacy.


Czy zgadza się Pan/Pani z decyzją rządu o nieprzyjęciu uchodźców?



„Nie podzielam. Uważam, że będąc członkiem UE, naszą powinnością jest pomoc. Inne państwa Unii wywiązują się z obowiązków, jakie narzuca im wspólnota”.

„Nie podzielam. Najlepszym rozwiązaniem jest jednak moim zdaniem pomoc na miejscu: materialna/ finansowa. Po to, żeby uchodźcy nie musieli przybywać do Europy z powodów ekonomicznych”.

„Nie zgadzam się, natomiast uważam, że uchodźcy przybywający do Polski nie powinni otrzymywać żadnej pomocy socjalnej. Bez tego mogliby znaleźć pracę. Powinni wspomóc naszą gospodarkę”.

„Możemy przyjąć uchodźców, aczkolwiek po dokładnym sprawdzeniu ich przez służby. Nie chciałbym, gdyby do Polski trafili terroryści. Boję się tego”.

„Uważam, że każdy człowiek ma prawo żyć tam, gdzie chce. Ma prawo dążyć do lepszego życia. Jeżeli nie ma takiej szansy we własnym kraju, to nie widzę przeciwwskazań, dla których nie miałby spróbować rozwinąć skrzydeł na obczyźnie. Ponieważ jesteśmy krajem UE – z tego wynikają pewne obowiązki. Poza tym my również, jako Polacy, często szukaliśmy miejsca poza swoją ojczyzną”.

„Nie powinniśmy przyjmować uchodźców. Mam znajomych w Niemczech i we Francji. Oni się boją”.

„Zgadzam się z decyzją rządu. Do Polski już wcześniej przyjechało dużo osób z Ukrainy”.

Co wie Pan/Pani o uchodźcach? Z jakich krajów oni pochodzą?


„Bliski Wschód, Syria – tam, gdzie toczy się wojna. Także Północna Afryka, która również jest rejonem bardzo niestabilnym”.

„Bliski Wschód: Syria, Irak”.

„Syria, Afganistan”.

„Pochodzą z tych wszystkich islamskich krajów i większość to terroryści. Są niebezpieczni i powinniśmy ich trzymać z dala od naszego kraju”.

„Uchodźcy pochodzą z krajów Bliskiego Wschodu i uciekają przed wojną”.

 
Czy Pana/Pani zdaniem, taka liczba przyjętych do polski uchodźców miałaby jakiekolwiek skutki w skali ogólnokrajowej [w trakcie rozmowy precyzowano, że chodzi o ok. 5-7 tys. osób]?


„Nie byłoby żadnych skutków. W 40-milionowym państwie garstka ludzi nie będzie miała znaczenia”.

„Kilka tysięcy osób to jedynie kropla w morzu, która łatwo by się rozmyła”.

„Pięć tysięcy osób to mało. Jeżeli ich przyjmiemy, będzie to pozytyw dla rozwoju gospodarki (tania siła robocza)”.

„To tak niewielka liczba osób, że nawet tego nie odczujemy. Jedyne co mogliby wnieść, to nowe zwyczaje do naszej kultury”.

„Jeśli ci ludzie zostaliby logistycznie rozmieszczeni w całej Polsce oraz gdyby odbył się jakiś proces wdrażania ich do naszego społeczeństwa, to mogłoby się to udać. Nie sądzę jednak, że mogliby wnieść coś dodatkowego do naszego społeczeństwa”.

 
Czy Pana/Pani zdaniem asymilacja takich osób w polskim społeczeństwie jest możliwa?


„Jest możliwa. Przy pomocy władz, samorządów, społeczności lokalnych. Najlepiej, gdyby ci ludzie zostali rozlokowani w takich miejscach, by była dla nich praca i warunki mieszkaniowe”.

„Nie byłby to duży problem, o ile wcześniej przygotowane byłyby dla nich miejsca do mieszkania. Potrzebne też jest zbudowanie całej siatki: nauczycieli, opieki społecznej itd.”.

Jak my, jako państwo, powinniśmy zachować się w obliczu kryzysu migracyjnego?


„Trzeba odesłać ich z powrotem, nie ma tu dla nich miejsca, warunków, funduszy. Zamiast przyjmować uchodźców, pomóżmy wrócić Polakom zesłanym w czasie II wojny do Kazachstanu”.

„Należy stworzyć im warunki w naszym kraju, które pozwoliłyby na wykorzystanie takich osób jako pracowników i pełnoprawnych członków społeczeństwa”.

„Wydaje mi się, że trzeba im pomóc, ale nie mam pewności jak”.

 
Jak Pan/Pani zareagował(a) by, gdyby w Pani/Pana okolicy zamieszkała taka grupa uchodźców?


„Nie miałabym nic przeciwko temu, aby uchodźcy zamieszkali w moim otoczeniu. Nie widzę przeciwwskazań”.

„Czemu nie?”.

„Mam nadzieję, że nie miałabym żadnych uprzedzeń wobec takich osób. Ale nigdy nie wiesz tego na pewno, dopóki się nie przekonasz. Choć jestem tolerancyjną osobą…”.

„Miałbym pewne uprzedzenia, nie wiem, czy czułbym się w takiej sytuacji w pełni komfortowo”.

„Bardzo bym się ucieszyła, lubię inność. Czym różnią się  na przykład od takich Ukraińców?”.


 
Z nadzieją na porozumienie?

Podsumowując materiał, jaki udało nam się zebrać, możemy wskazać, że w Polsce faktycznie debata na temat uchodźców jest wciąż gorąca, przynosi też sporo emocji. Podobnie jak politycy czy dziennikarze (choć w przypadku Marka Krząkały i Jacka Żakowskiego, czyli przedstawicieli odpowiednio centrum i lewicy, panowała akurat zgoda), także sami Polacy są w tej kwestii podzieleni. Przynosi to ciekawe wnioski na przyszłość, natomiast otwarte pozostaje pytanie, czy tendencje do skrajnych, wykluczających się wręcz opinii związanych z trwającym kryzysem migracyjnym, ulegną zmianie. Pociąga to za sobą również inne pytanie: czy w ogniu politycznego sporu przynajmniej my, młodzi ludzie, będziemy w stanie znaleźć wspólną płaszczyznę oraz nić porozumienia pozwalającą na wypracowanie realnego wyjścia z niełatwej sytuacji. Bądźmy dobrej myśli, choć jednoznacznych argumentów za tym, że się uda, na razie nie znaleźliśmy.

 

Autorzy:

    mietlinskaz