Recenzja filmu „Imigrantka”
W poszukiwaniu lepszego życia

 

Jeżeli spodziewacie się opowieści o przeżyciach imigrantów, przebywających trudną podróż za Ocean w poszukiwaniu lepszego życia, to melodramat Jamesa Graya może was rozczarować. „Imigrantka” jest jednak czymś więcej niż zwykłą historią prostytutki i jej oprawcy. Film oferuje bardzo osobistą, zdystansowaną opowieść o przebaczaniu.

 
Bartosz Zbrowski
tekst powstał w ramach Akademii Młodego Dziennikarza



Jest rok 1921. Dwie Polki, Ewa (Marion Cotillard) i Magda (Angela Sarafyn) Cybulskie jadą do wuja i ciotki, lecz nie są dopuszczone do przekroczenia granicy Stanów Zjednoczonych. Magda, chora na gruźlicę, zostaje zatrzymana, a później wysłana do szpitala na kwarantannę. Ewa nie może liczyć na pomoc rodziny, bo ta nie pojawia się na powitanie młodych sióstr. Przyjmuje pomoc nieznajomego mężczyzny – Bruno Weissa (Joaquin Phoenix), który, chroniąc ją przed deportacją, oferuje wyżywienie oraz dach nad głową. W zamian kobieta występuje w teatrzyku, a później pracuje jako prostytutka Weissa. Poznaje iluzjonistę Orlando – kuzyna Bruno. Obydwaj panowie zaczynają rywalizować o  względy Polki, co powoduje zaostrzenie ich rywalizacji w codziennym życiu.


„Imigrantka” nie jest łatwym i przyjemnym w odbiorze dziełem. Swoim tytułem może niewątpliwie przyciągnąć widza, ale niestety z każdą kolejną minutą jest tylko gorzej, a osoba oglądająca może odczuwać coraz większe rozczarowanie. Fabuła filmu wydaje się bardzo dobra: rozdzielone siostry, zdane na własny los w obcym kraju, w zupełnie odmiennym dla nich świecie. Niestety sposób wykonania pozostawia wiele do życzenia.

Akcja filmu rozgrywa się bardzo wolno, co może znużyć wielu widzów. Wszystko dzieje się w sposób bardzo łatwy do przewidzenia: Co ma począć kobieta bez pieniędzy w obcym kraju? Wbrew pozorom główną postacią nie jest Ewa, której podróż i próba odnalezienia się w nowych realiach stanowią ważną część fabuły, a  Bruno – zawistny, manipulujący ludźmi człowiek, który dla Ewy jest jednocześnie Aniołem Stróżem, jak również najgorszym koszmarem. Śmiało można powiedzieć: Joaquin Phoenix to katalizator całego filmu. Kiedy pojawia się na ekranie, akcja znacząco przyspiesza. To właśnie z jego perspektywy wchodzimy w film w pierwszych kadrach. Ewa ukazana jest jako osoba słaba, niesamodzielna, zmuszona do polegania na mężczyźnie. Jednak, w  niemożliwy do wychwycenia przez widza sposób, porywa dwóch mężczyzn. Marion Cotillard niestety nie potrafi porwać widza sposobem odgrywania Ewy. Z  pewnością włożyła dużo trudu i pracy w naukę języka polskiego, aczkolwiek dla osoby posługującej się polskim na porządku dziennym jej akcent może wydawać się zabawny. Szkoda, że nie przyłożyła większych starań do skupienia uwagi odbiorcy, utworzenia bohatera, przekonującego do siebie.

Ogromnym plusem „Imigrantki” jest tło opowieści – scenografia pokazująca realia życia w Stanach Zjednoczonych w okresie dwudziestolecia międzywojennego i  panującej w USA prohibicji. Dobrze dobrane kostiumy i tło muzyczne, skomponowane przez Chrisa Spelmana są niewątpliwie walorem melodramatu Graya. Wypadkową jest film fantastyczny pod względem aspektów historycznych, mniej pod względem gry aktorskiej.

Reżyseria: James Gray
Scenariusz: James Gray, Richard Menello
Zdjęcia: Darius Khondji
Scenografia: Happy Masse
Muzyka: Chris Spelman
W rolach głównych: Marion Cotillar (Ewa Cybulska), Joaquin Phoenix (Bruno Weiss), Jeremy Renner (Magik Orlando / Emil), Dagmara Dominczyk (Belva)
Czas trwania: 120 min.