Co dalej z uchodźcami z Calais?
Życie po „Dżungli”

„Nie chcemy wsiadać do autokaru, chcemy tylko jechać do Anglii. Do Anglii, nie do Francji” – mówił nastolatek z Afganistanu. Co zrobią państwo francuskie i Wielka Brytania po rozwiązaniu obozu w Calais?


Dominika Nylec
tekst powstał w ramach Akademii Młodego Dziennikarza

 


Calais to miasteczko we Francji, w regionie Nord-Pas-de-Calais-Pikardia, w departamencie Pas-de-Calais. Do 24 października 2016 roku w obozie dla uchodźców znajdywało się kilka tysięcy osób. Imigranci żyli w bardzo ciężkich warunkach, byli zdesperowani, a od ich wymarzonego miejsca – Wielkiej Brytanii – dzieliło ich zaledwie około 40 km. W trakcie przebywania tych osób w budzącym ogromne kontrowersje „slumsie” miały miejsce starcia z policją, napady na przejeżdżające ciężarówki i wiele innych incydentów. Przez cały czas policjanci we francuskim Calais byli postawieni w stan pełnej gotowości. Znajdywali się tam ludzie z różnych narodowości, różnego wyznania, m. in. Syryjczycy, Afgańczycy, Etiopczycy, Sudańczycy oraz Irakijczycy. „Dżungla” rządziła się własnymi prawami, nie było tam jednej grupy czy osoby kontrolującej cały obóz. Na terenie „slumsu” znajdywały się restauracje, sklepy, a nawet kluby nocne. By dotrzeć do obozu w Calais, uchodźcy pokonali tysiące kilometrów, podróżowali od kilku dni do nawet 2 tygodni.

 

Likwidacja w tydzień


Dokładnie 24 października 2016 roku rozpoczęła się akcja likwidacyjna obozu, którą we wrześniu zapowiedział prezydent Francois Hollande. Od wczesnych godzin porannych około 1,2 tys. policjantów przeprowadzało ostateczne rozwiązanie tego od dawna przeludnionego (ponad 6,4 tys. uchodźców) i budzącego kontrowersje „slumsu”. Stworzono oddzielne kolejki dla kobiet, mężczyzn, rodzin i małoletnich bez opieki. Wszystko odbyło się w zastraszająco krótkim czasie – jednego tygodnia. Spotkało się to z sprzeciwem zdecydowanej większości zamieszkujących tam osób, głównie pochodzenia syryjskiego i afgańskiego. Do eskalacji negatywnych nastrojów doszło podczas starć pomiędzy niegodzącymi się z decyzją azylantami a oddziałem uzbrojonej w granaty dymne policji. Pamiętajmy jednak: tak prędka ewakuacja miała na celu poprawienie warunków życia stłoczonych w barakach tysięcy osób.

Sytuacja uchodźców przeniesionych z obozu we francuskim Calais znacznie się poprawiła, zostali oni przeniesieni na tereny całej Francji. Wielu z nich podczas akcji likwidacyjnej - jak donosi agencja Reutera – chciało dostać się do Wielkiej Brytanii, argumentując, że mają tam rodzinę. „Nie chcemy wsiadać do autokaru, chcemy tylko jechać do Anglii. Do Anglii, nie do Francji” – mówił nastolatek z Afganistanu.

Pomoc czy polityka?


Opinie różnych osób na temat uchodźców, w szczególności uchodźców z Calais, są bardzo różne. Wiele osób twierdzi, że akcja likwidacyjna była najlepszym rozwiązaniem - właśnie z powodu ciężkich warunków, ciągłej walki o przeżycie i konfliktów z władzami państwa francuskiego. Marta Mazuś, autorka książki „Król kebabów i inne zderzenia polsko-obce”, a także reporterka na stałe związana z tygodnikiem „Polityka”, przekonuje, że innego wyjścia po prostu nie było. – To trzeba było zrobić. Ci ludzie zaczynali mieć swoje małe grupy społeczne, zakładali kluby bokserskie. Ta „Dżungla” istniała już długo i wydaje mi się, że czas jej rozwiązania nie był wcale tak krótki. Zresztą uchodźcy nie są od razu deportowani, każda sprawa ma zostać rozpatrzona. Myślę więc, że było to dość dobrze rozegrane – uważa dziennikarka.

Z kolei Agnieszka Mazurczyk, również  związana z „Polityką”, mówi, że cała akcja była po części zagraniem politycznym. – Niedługo są we Francji wybory, a w razie sukcesu akcji likwidacyjnej będzie można powiedzieć: to ja zlikwidowałem „Dżunglę” – ocenia Mazurczyk.

Michael Quaas, pracownik fundacji Konrada Adenauera, twierdzi natomiast, że w ogóle nie powinno nazywać się obozu „Dżunglą”, ponieważ żyli tam ludzie, a nie zwierzęta. Według niego zlikwidowanie obozu było dobrym rozwiązaniem, bo jego mieszkańców przeniesiono w inne miejsca, gdzie będzie im znacznie lepiej. – Będą oni mogli żyć w godnych warunkach, a nie – codziennie walczyć o przetrwanie – zwraca uwagę Quaas.


Prawa człowieka są najważniejszymi z praw i nigdy nie powinny być łamane. Niestety czasem się to zdarza. Obóz we francuskim Calais jest przykładem sytuacji, której ludzie potrzebujący pomocy dostali ją dopiero po bardzo długim czasie. Osoby zamieszkujące ten „slums” dokonywały ataków na tiry, konfliktowały się z francuską policją. Imigranci za wszelką cenę pragnęli dostać się do wymarzonej, bliskiej geograficznie Wielkiej Brytanii. Do wyboru mieli dwie drogi, z których nie mogli korzystać (jedna to popłynięcie na Wyspy promem, druga – podróż pociągiem przez tunel, w którym zresztą wiele uchodźców zginęło). Wielka Brytania i Francja również znalazły się w ciężkiej sytuacji. Jednorazowe przyjęcie tak dużej ilości osób (około 7 tys.) wiązało się z utrudnieniami i problemami. Prezydent Francji tuż przed akcją likwidacyjną domagał się od Wielkiej Brytanii wzięcia odpowiedzialności za to, co działo się w pobliżu obozu Calais. Minister spraw wewnętrznych Francji Bernard Cazeneuve twierdził, że to ich „moralny obowiązek”.

Skończyło się tym, że część uchodźców przyjęła ostatecznie Wielka Brytania, a drugą, główną część – Francja. Życie tych ludzi znacznie się poprawiło. W końcu jedne z ich marzeń spełniły się, znaleźli się w swoich rzekomych „rajach” – Anglii bądź Francji. Lepiej, abyśmy o tym, jaką drogę życiową obiorą już na miejscu, nie dowiadywali się z mediów. Bo to oznaczałoby z reguły jakieś sensacje i kłopoty. W każdym razie teraz – w temacie dalszych losów mieszkańców Calais – dużo więcej zależy już od samych uchodźców. Przynajmniej tyle…

 

Autorka:

nylecd1